Opisywanie morderstw jest najbardziej fascynujące

Wywiad dla portalu tarnow.net.pl

Jesteś farmaceutą, który z pewnością na brak zajęć nie narzeka. Jak znalazłeś czas na napisanie tak obszernego (663 strony) tomu? Czy to owoc nieprzespanych nocy?

To też. Wtedy byłem tylko magistrem farmacji, teraz jestem kierownikiem i pisanie idzie mi jak po grudzie. Jednak wtedy – pracując na jeden etat, bez nadgodzin, poświęcając się pasji, która wtedy jeszcze pasją nie była, a dopiero się wylęgała – miałem czas na pisanie. Oczywiście zdarzało mi się pracować do późna, ale czułem że ten tekst mnie goni i tęskni za mną. Zdarzały się więc zarwane noce. Bywało tak, że jedną stronę pisałem kilka godzin, ale bywało również i tak, że trafiałem na scenę, która była naprawdę intrygująca i pisała się sama. Odłóż tu wtedy człowieku klawiaturę! Nie dało się. Musiałem pisać do czasu zakończenia danej sceny.

Czy w jakimś stopniu zawód farmaceuty jest pomocny przy pisaniu kryminałów?

Oczywiście, że pomaga. Dzięki posiadanej wiedzy mogę opracować dowolny skład specyfiku i wpleść go w fabułę, bo wiem, jakie będą jego efekty, działania niepożądane itd.

Pisanie to dla Ciebie radosny proces twórczy czy raczej ciężka, rzemieślnicza praca?

Dawniej to był radosny proces twórczy. Obecnie – rzemieślnicza praca. Zresztą Stephen King w poradniku „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” zauważył, że to ciężka, siermiężna robota, nizanie kolejnych liter.

Stereotypowy pisarz kryminałów pije dużo kawy, lubi alkohol i namiętnie pali papierosy. Jak jest z Tobą?

Kawa owszem. Natomiast mam inną przyjemność, której z radością się oddaję – jedzenie. Od dawna powtarzam, że żyję po to, żeby jeść i gdy tylko natrafia się okazja do biesiadowania, wszyscy wiedzą, że będę surowym jurorem, a wydarzenie ocenię przez pryzmat jedzenia. W książce również jest bohaterka, która gotuje przez sześćset stron, więc tej swojej pasji nieco na nią przelałem.

Tu znajdziesz pełny wywiad