Każdy z nas nosi w sobie demona.

Wywiad dla portalu granice.pl

Brakuje w nas tolerancji? 

Parę lat temu obsługiwałem w aptece pacjenta, który okropnie utyskiwał na politykę, na świat, na życie w ogóle. Jakież było jego zdziwienie, kiedy powiedziałem, że lubię swoją pracę, mam godziwą pensję i dobrze żyje mi się w naszym kraju. Nie mógł zrozumieć, że ktoś myśli inaczej. Bo jak to możliwe, przynajmniej w jego opinii, że jestem Polakiem i nie mam genu malkontenctwa? Podobnie zachowałem się jeszcze przy kilku innych osobach, zawsze z tym samym skutkiem. Dopiero kiedy zaczynałem narzekać na zdrowie, pieniądze czy pogodę, moi rozmówcy otwierali się i zaczynali traktować mnie jak swojego. Nie wiem, czy to kwestia wychowania czy uprzedzeń, będących skutkiem homogenizacji polskiego społeczeństwa po II wojnie światowej. Być może odebrano nam okazję do „ćwiczenia” naszej otwartości na osobach innych narodowości, ras i wyznań.

Tolerancję testuje Pan – na wiele sposobów – w swojej książce. Osoba tolerancyjna jest więc jaka? Czy możemy być „tolerancyjni, ale…”?

Moim bohaterom podrzucam różne problemy, wiedząc, że i tak obleją test tolerancji. Ale wcale nie chodziło mi o to, by pokazać jak ułomną jednostką jest człowiek. Wręcz przeciwnie. Traktuję moich bohaterów jak szczury laboratoryjne, którym podkłada się pod nogi rozgrzaną płytę, by zaobserwować, jak będą się zachowywać w nieoczekiwanych, ekstremalnych okolicznościach. Czy będą w stanie wyciągnąć lekcję ze swoich porażek? Czy zrozumieją, że zupełnie nieświadomie zniszczyli inne istnienie?

Wydaje się, że kluczowi w Pana nowej książce są bezdomni. Na co dzień jednak bardzo często ich chyba nie zauważamy. 

Tak, nie zauważamy ich do tego stopnia, że nawet w powieściach istnieją przeważnie tylko po to, żeby zginąć. Są tylko sztafażem, dekoracją, która ma uwiarygodnić obraz świata stworzonego. Moim głównym założeniem było wysunąć ich na pierwszy plan. Chciałem, żeby mówili. Opowiadali o swoich losach. Bo przecież nikt z dnia na dzień nie ląduje na ulicy bez przyczyny. Zawsze coś za tym idzie. Niekoniecznie tylko pieniądze.

Tu znajdziesz pełny wywiad

Udostępnij